Jakiś czas temu odkryłam w internecie wzór szydełkowy zwany łuską krokodyla. Spodobał mi się on niemiłosiernie i postawiłam sobie za punkt honoru wykorzystanie go w jakiejś robótce. Struktura wzoru doskonale pasowała do jednej z nowych włóczek, zakupionych przeze mnie jakiś czas temu (prezentowałam je wam w jednym z poprzednich postów :) ). Przejrzałam wiele opisów i tutoriali wykonania tego ściegu, jednak moim zdaniem najlepiej przedstawiła go Ginger z bloga Lost and Found Lane. Dzięki niej pojęłam wszystko w mig i mogłam przystąpić do pracy. Oto efekty:
Rękawki miały swoją "premierę" podczas odwiedzania grobów mojej rodziny i znajomych podczas święta zmarłych. Wzbudzały one duże zainteresowanie wśród kobiet chodzących po cmentarzu. Ukradkiem spoglądały na nie starsze Panie, a pewne młode dziewczyny szeptały między sobą "zobacz jakie ma fajne rękawiczki!" (tak, podsłuchałam to :P). Moja mama również zapragnęła mieć takie, więc mam zapewnioną robotę na kilka kolejnych wieczorów.
Z radością mogę również stwierdzić, że włóczka byłą warta zakupu. Jest ciepła, nie mechaci się, po rozciągnięci robótka ładnie wraca do poprzedniego kształtu.
Niestety, minusem tego wzoru jest duża "włóczkożerność". Na parę takich mitenek użyłam jeden motek mojej włóczki, a to dużo. No ale cóż, piękne rzeczy wymagają poświęceń ;)
A jak wam się podobają?
Pozdrawiam gorąco!



